Nie każda obudowa zaczyna się od pustej kartki.
Czasem trzeba zaprojektować element całkowicie od zera. Innym razem punktem wyjścia jest istniejąca część, której nowy projekt musi odpowiadać wymiarami, sposobem montażu i kształtem.
W tej realizacji mieliśmy oba przypadki jednocześnie.
Do zabudowy były panele z przełącznikami i wyświetlaczami. Z zewnątrz mogłoby się wydawać, że potrzebna jest po prostu "ramka". W praktyce powstały dwa zupełnie różne elementy.
Pierwsza obudowa - projekt pod konkretne miejsce
Pierwsza część została zaprojektowana jako obudowa dla trzech wyświetlaczy i przełączników, przeznaczona do montażu bezpośrednio w płycie MDF.
Tutaj nie było istniejącej ramki, którą można byłoby odwzorować. Trzeba było więc uwzględnić od początku między innymi:
* wymiary poszczególnych paneli,
* ich wzajemne rozmieszczenie,
* sposób osadzenia elementów,
* miejsce na przewody i złącza,
* grubość płyty,
* możliwość późniejszego montażu i ewentualnego demontażu.
To właśnie przy takich projektach dobrze widać, że obudowa nie jest tylko elementem estetycznym. Musi jednocześnie utrzymać elektronikę, ułatwiać montaż i pasować do miejsca, w którym ostatecznie będzie pracowała.
Druga obudowa - nowe rozwiązanie w miejsce starego
Drugi przypadek był zupełnie inny.
Tutaj istniała już oryginalna ramka i to ona wyznaczała nam zewnętrzny kształt oraz miejsce montażu. Nowa część miała trafić dokładnie w jej miejsce, ale jednocześnie zostać dostosowana do nowego układu urządzeń.
Oznaczało to, że nie mogliśmy po prostu zaprojektować obudowy o dowolnym kształcie.
Trzeba było zachować geometrię potrzebną do prawidłowego osadzenia elementu, a dopiero wewnątrz niej stworzyć nową przestrzeń pod panel.
To nie jest więc klasyczne kopiowanie istniejącej części. Oryginał staje się tutaj czymś w rodzaju bazy montażowej, na podstawie której powstaje nowy element o innej funkcji.
Dwa podobne elementy, dwa różne sposoby myślenia
I właśnie to jest w tej realizacji najciekawsze.
W pierwszym przypadku projektujemy pod elektronikę i miejsce montażu.
W drugim projektujemy pod elektronikę, ale jednocześnie musimy podporządkować się istniejącej konstrukcji.
Efekt końcowy w obu przypadkach można nazwać obudową lub ramką. Droga do niego jest jednak zupełnie inna.
Takie zlecenia dobrze pokazują, gdzie druk 3D sprawdza się szczególnie dobrze: nie wtedy, kiedy potrzebna jest kolejna standardowa obudowa z katalogu, ale wtedy, gdy trzeba połączyć ze sobą elementy, które pierwotnie nie były projektowane do wspólnej pracy.
Czasem projekt dopasowuje się do urządzenia. Czasem do miejsca. A czasem musi pogodzić jedno z drugim.
I właśnie wtedy indywidualnie projektowana część zaczyna mieć największy sens.